Strona główna: Zaprojektuj swój zysk

EN PL
 

Instytut Wzornictwa Przemysłowego

 
 
Strona główna - Zaprojektuj Swój Zysk / Wiedza / Wywiady z projektantami / Rozmowa z Danielem Zielińskim, właścicielem pracowni O Design

Daniel Zieliński,
jest właścicielem pracowni O Design. Prowadzi też zajęcia w Pracowni Projektowania Produktu na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego Warszawskiej ASP. Jest członkiem Stowarzyszenia Projektantów Form Przemysłowych. Stale współpracuje z firmą Innova, producentem urządzeń fiskalnych.

Beata Krowicka 

Rozmowa z Danielem Zielińskim, właścicielem pracowni O Design 

Co dla Pana oznacza dobrze zaprojektowany produkt?
Daniel Zieliński: Jest to przede wszystkim produkt, który odpowiada na założenia, które przyświecały jego powstaniu, ale też produkt, który wpisuje się w oczekiwania użytkowe, estetyczne i cywilizacyjno-kulturowe.
Dobry produkt nie jest przeładowany, realizuje podstawowe funkcje bez roszczenia sobie pretensji do bycia czymś uniwersalnym.

W którym momencie procesu projektowania wie Pan, że to jest właśnie taki dobrze zaprojektowany produkt?
Wiele razy zastanawiałem się nad tym i próbowałem znaleźć metodę na określenie tego momentu. Myślę, że tak naprawdę trudno jest to opisać, to po prostu się czuje. Kiedy wystąpi pewna masa krytyczna poczucia, że wszystko z projektem jest w porządku zarówno pod względem formalnym, jak i funkcjonalnym, pojawia się właśnie to wrażenie. Oczywiście produkt nadal ewoluuje, ale można domyślać się, że osiągniemy dobry efekt.

Jakimi zasadami kieruje się Pan przy projektowaniu?
Taki kodeks może dotyczyć bardzo wielu rzeczy. Po pierwsze spraw warsztatowych, po drugie relacji ze zleceniodawcą, a także wielu innych warstw. Myślę, że moją najważniejszą zasadą jest transparentność intencji na linii projektant-producent. Obie strony muszą wiedzieć, czego oczekują od siebie nawzajem. Konieczne jest też poczucie, że mogą na siebie liczyć. Obu stronom musi przyświecać ten sam cel – stworzenie dobrego produktu. Jeśli chodzi o samo projektowanie przedmiotu to podstawowym warunkiem jest zachowanie umiaru we wszystkim – określaniu funkcji, nadawaniu formy, konstruowaniu. Z niczym nie można przesadzić.

Jak zaczęła się Pana współpraca z firmą Innova?
Od telefonu. Zadziałała poczta pantoflowa. Ktoś mnie polecił i dostałem zapytanie, czy interesowałby mnie projekt urządzenia fiskalnego. Oczywiście zgodziłem się, byłem wtedy początkującym projektantem świeżo po studiach. Po pierwszej rozmowie nasza współpraca się rozpoczęła.

Jakie cele przyświecały powstaniu taksometru Taxi2? Firma Innova zajmuje się produkcją kas fiskalnych, dlaczego więc zdecydowała się na coś zupełnie innego?
Był to element polityki firmy. Już od momentu jej powstania istniał plan kolejnych wdrożeń. Pomysł na taksometr nie pojawił się na samym początku, natomiast został on zainspirowany rozporządzeniem Ministerstwa Finansów. Taksówkarze zmuszeni byli do wprowadzenia kas fiskalnych, dlatego pojawiła się okazja do poszerzenia oferty Innovy o taksometr, który jest w nią wyposażony. Firma wyszła naprzeciw oczekiwaniom rynku. Początkowo rozważano stworzenie samej miniaturowej kasy dla taksówek, ale szybko ten pomysł zarzucono ze względów funkcjonalnych.

Jakie były wytyczne firmy w kwestii projektu taksometru?
Przy tego typu projektach założenia wynikają z analiz potrzeb rynku, wymagań użytkowników itd. Początkowe wytyczne były doprecyzowywane w trakcie powstawania projektu. Częściowo to właśnie on wpływał na modyfikację założeń. Taxi2 był pomysłem pionierskim, tego typu produkt nie istniał na rynku. Priorytetem był jak najmniejszy wymiar urządzenia, zamknięcie go w bardzo zwartej obudowie. Z reguły jest tak, że o wyborze projektu decydują przede wszystkim względy technologiczne, natomiast w tym przypadku były to kwestie estetyczne i funkcjonalne. Technologia w tym urządzeniu musiała dostosować się do koncepcji formalnej.

 

Jak wyglądały prace projektowe nad powstaniem produktu? Na ile firma czynnie uczestniczyła w jego tworzeniu?
W przypadku tego typu projektów ta współpraca zawsze jest bardzo ścisła. Prace przy Taxi2 były jednak dość wyjątkowe. Wcześniejsze moje projekty dla Innovy były typowymi projektami wzorniczymi. Opracowywałem formę urządzenia, biorąc pod uwagę pewne aspekty funkcjonalne. Gdy spełniała już ona wszelkie założenia, do pracy przystępowali inżynierowie. Natomiast w przypadku taksometru, inżynier nagle wyjechał i zostaliśmy sami z projektem. Z tego powodu zająłem się też konstruowaniem urządzenia. Przyznam, że teraz jestem z tego bardzo zadowolony, ponieważ okazało się, że możliwość ingerowania w konstrukcję daje w efekcie produkt lepiej przemyślany funkcjonalnie. W przypadku taksometru oznaczało to także możliwość mocniejszego skompresowania urządzenia. Zależało mi, by nie odchodzić od początkowych wymiarów i to się udało. Gdy sam zajmowałem się konstrukcją, nikt nie mówił mi, że czegoś nie da się zrobić. Głownie dlatego niemożliwe założenia zostały zrealizowane.

Co było dla Pana inspiracją przy projektowaniu tego produktu?
Trudno byłoby się dopatrzeć inspiracji, ponieważ taksometry są wyglądem zbliżone do pudełka. Oczywiście każdy produkt dla Innovy starałem się tworzyć w nawiązaniu do poprzednich, by wszystkie miały spójny charakter formalny.

Czy od pierwszego projektu przeszedł on wiele modyfikacji? Jakich zmian wymagał?
Na samym początku powstały dwie koncepcje. Jedna z nich jest bardzo podobna do efektu końcowego. Druga była bardziej zachowawcza i łatwiejsza pod względem konstrukcyjnym. Myślałem, że to właśnie ten projekt zostanie wybrany, ponieważ był łatwiejszy wdrożeniowo. Ku mojemu bardzo miłemu zaskoczeniu firma zdecydowała się na projekt odważniejszy i trudniejszy. W zasadzie gotowy taksometr niemal nie różni się od tych pierwszych rysunków.

Co sprawiło Panu przy tym projekcie największe trudności?
Wiele problemów warsztatowych wiązało się z miniaturyzacją urządzenia. Pierwszym wyzwaniem było ułożenie poszczególnych elementów tak, by zmieściły się w obudowie. Mieliśmy też do czynienia z całą masą determinant związanych z przepisami, które rządzą zarówno urządzeniami fiskalnymi, jak i pomiarowymi. Musieliśmy dostosować się do wytycznych Ministerstwa Finansów i Głównego Urzędu Miar, a obie instytucje mają własne plomby i własne regulacje. To również było pewne utrudnienie.

Z jakiego swojego projektu jest Pan najbardziej dumny i dlaczego?
Trudno byłoby mi wybrać jeden, ponieważ są to projekty bardzo różne. Wykonywane na zlecenie i takie, które robię sam dla siebie. Nie można ich ze sobą porównywać, każdy powstał w innych okolicznościach, każdy ma sobie właściwą morfologię. Dlatego miałbym problem z wybraniem jednego.

Czy polskie firmy przykładają do wzornictwa większą wagę niż kilka lat temu? Częściej zgłaszają się po pomoc do projektanta?
Wydaje się, że świadomość w tym temacie wzrasta, ale na pewno nie osiąga jeszcze poziomu, który projektanci mogliby uznać za wystarczający. Cały czas firmy nadrabiają jeszcze wieloletnie zaniedbania. Jest coraz lepiej, ale trudno mówić o doskonałości.

Co jest charakterystyczne dla pana projektów? Jaki jest ich wyróżnik?
Myślę, że jest to prostota i umiar. To jest coś, czego zawsze poszukuję.
Interesuje mnie relacja przedmiotu z użytkownikiem. Myślę, że w każdym przedmiocie istnieje pewna luka, którą wypełnia dopiero kontakt z człowiekiem. Umiejętne operowanie tą luką na etapie projektowania jest dla mnie bardzo istotne. Być może to także jest pewien wyróżnik.

Czy ma Pan swoich idoli w świecie designu? Czy mają oni wpływ na pan twórczość?
W zasadzie nie. Nie lubię nawet oglądać cudzych projektów. Wielu kolegów, którzy zajmują się teorią designu, ma większą wolę obserwowania innych twórców. Ja tego nie mam. Kiedyś myślałem, że to ułomność, teraz uważam, że to po prostu moja cecha. Reaguję na otaczający mnie świat poprzez projekty, natomiast staram się nie reagować na to, co robią inni projektanci. Takie jest moje zadanie. Mam tworzyć, a nie wdawać się w dyskurs ze środowiskiem twórczym. Podobają mi się oczywiście różne projekty, ale raczej nie przekłada się to na moją pracę. Nie mam mistrza, w którego jestem zapatrzony.

Jak zaczęła się Pana przygoda z projektowaniem?
Początki sięgają czasów dzieciństwa. Do dziś znajduje ówczesne wytwory moich rąk. Trudno określić funkcje i cel powstania tych dzieł (śmiech). Drugim impulsem był przypadek. Po skończonym liceum zdecydowałem, że będę studiował Rzeźbę. Rozumiałem ją jako pewne medium, które za pośrednictwem przedmiotu jest w stanie przekazać treść. Natomiast już na etapie egzaminów okazało się, że rozumienie rzeźby na studiach jest zupełnie inne. Na ten wydział się nie dostałem, a drugim kierunkiem, który przyszedł mi do głowy, było wzornictwo. Tam się dostałem i dobrze się stało, ponieważ to medium okazało się mi bliższe. Kreuję przedmioty użytkowe, a nie artefakty wizualne. Pociąga mnie to, że z produktem można wejść w głębszą interakcję.

Działa Pan jako freelancer. Dlaczego wybrał Pan ten model pracy, a nie wygodną posadę u producenta?
Bardzo źle znoszę podporządkowywanie się pod względem rytmu pracy. Nie jestem punktualny, jedyne terminy jakich przestrzegam, to terminy oddania projektów. Resztę organizuję tak, by było mi wygodnie. To moja potrzeba pewnej wolności i samostanowienia. Jeszcze w czasie studiów pracowałem dla firm moich profesorów. Wspominam to bardzo miło, wiele się wtedy nauczyłem, ale już wtedy czułem, że nie byłbym w stanie długo wytrzymać nawet w tak małej i przyjaznej strukturze. Najbardziej optymalnym dla mnie rozwiązaniem jest działanie jako wolny strzelec. Chodzi również o względy ekonomiczne. Przy pewnej nieregularności zleceń utrzymywanie firmy i obciążenie całą tą buchalterią byłoby po prostu nieopłacalne.

Jakie trudności i bariery stoją przed projektantem w Polsce? Na jakie trudności może napotkać przy współpracy z firmą?
W pewnym sensie są to bariery mentalne, związane z pojmowaniem tego, czym jest projekt. Zazwyczaj pod tym pojęciem kryje się jedynie warstwa estetyczna, tymczasem aby projekt był dobry nie może być oderwany od funkcjonalności i aspektów technologicznych. Dopiero ta koherencja daje dobry efekt.
Są też pewne bariery związane z wartościowaniem naszej pracy. Producenci nie są świadomi, co to znaczy kupić projekt – czy kupić czyjąś pracę, czy prawo do wdrożenia itd. Tę nieświadomość często daje się szybko pokonać, wystarczy to po prostu wytłumaczyć. Na szczęście coraz rzadziej się zdarza, że jest taka konieczność.
Rozmawiała Beata Krowicka

Ocena:     
Komentarze: 0
Zaloguj się aby dodać opinię

Logowanie do profilu

 

 

Nie posiadasz jeszcze konta? Załóż bezpłatne konto w portalu ZSZ.

Nie pamiętasz hasła? Zamów nowe hasło.
UWAGA - warunkiem jest obecność adresu e-mail przypisanego do konta, dla którego zamawiane jest nowe hasło.

Zakładanie konta

Podany login, poza rolą w procesie logowania na swoje konto, będzie służył do sygnowania wszystkich akcji użytkownika dokonanych w obrębie portalu.
Login nie może zawierać następujących znaków:
\ / : * ? "< > |
ani zaczynać się od kropki.
*
 
*
 
Jako hasło proszę wpisać ciąg przynajmniej 7 znaków, zawierający co najmniej jedną cyfrę lub znak specjalny (na przykład #, $, %).
*
*
*
 

 
 
 
 
 
Patroni medialni
Patroni medialni
Innowacyjna Gospodarka Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.