Strona główna: Zaprojektuj swój zysk

EN PL
 

Instytut Wzornictwa Przemysłowego

 
 
Strona główna - Zaprojektuj Swój Zysk / Wiedza / Wywiady z projektantami / Rozmowa z Januszem Kaniewskim, właścicielem studia Kaniewski Haute Design

Janusz Kaniewski jest właścicielem studia Kaniewski Haute Design. Jest autorem m.in. „spojrzenia” Lancii Delty, Ferrari California, Alfy Romeo MiTo, a także projektantem butów narciarskich Lange, komputera Hurriyat czy flakonu perfum Synesis. Poprzez biuro w Turynie współpracuje z Pininfariną, Mazdą i Hondą. Jest wykładowcą m.in Istituto Europeo di Design w Turynie i Royal College of Art w Londynie.

Beata Krowicka 

Rozmowa z Januszem Kaniewskim, właścicielem studia Kaniewski Haute Design 

Co dla pana oznacza dobrze zaprojektowany produkt?
To produkt sprawiający przyjemność inwestorowi, klientowi finalnemu poprzez użyteczność, komfort, prestiż oraz tym, którzy o dany produkt nie prosili, np. mieszkańcy przydrożnych wsi chwalą sobie cichobieżne opony mijających ich samochodów. Jeśli dodatkowo dany projekt powoduje dyskomfort u konkurencji naszego inwestora i stymuluje podnoszące standardy współzawodnictwo to produkt uważam za dobrze zaprojektowany.

W którym momencie procesu projektowania wie Pan, że to jest właśnie taki produkt?
Odpowiem anegdotą. Pewna amerykańska firma zbudowała skomplikowany mechanizm, którego ledwie wyczuwalne drganie groziło awarią całego systemu. Po wielu próbach zdiagnozowania źródła wezwano specjalistę – autorytet w danej dziedzinie. Ten zamknął się w maszynowni, czytał gazety, pił herbatę, na koniec nakreślił kredą krzyżyk w miejscu, gdzie jego zdaniem krył się wadliwy detal. Diagnoza była słuszna. Aparatura była uratowana. Wystawił za swą usługę rachunek: tysiąc dolarów. Poproszony o uzasadnienie tak wysokiej ceny uściślił: 1 dolar za postawienie krzyżyka. 999 dolarów za to, że wiedziałem, gdzie go postawić.

 

Jakimi zasadami kieruje się Pan przy projektowaniu?
Quisquit agis, prudenter agas et respice finem (cokolwiek robisz, rób roztropnie i patrz końca). Mam ośli upór przy sprawach gdzie ja jestem lepszym specjalistą niż klient i umiejętność słuchania tam, gdzie lepszym specjalistą jest on. Najgorszym doradcą jest tu pośpiech, oczekiwanie efektów w połowie cyklu życia projektu.

Jak zaczęła się Pana współpraca przy projekcie foteli kolejowych dla firmy Taps?
Wysłannik firmy Taps trafił do naszej galerii przy Mokotowskiej 51, jego przekonał adres, nas 4,6 mln euro ich obrotu za 2009. Zaczęliśmy projekt i bardzo szybko utarł się rytuał: w sprawach finansowych i organizacyjnych nasz zespół rozmawiał z ich prezesem, w sprawach merytorycznych ja sam rozmawiałem z ich zespołem: prezesem i ich konstruktorami.

Czy to Pan wyszedł z pomysłem, czy firma przedstawiła brief?
Klient wyraźnie określił swoje cele. Pozostawił mi natomiast wolną rękę co do środków dotarcia do celu. W odróżnieniu od np. agencji reklamowych gdzie „każdy zna się na wszystkim”, jest to typowa sytuacja w środowisku Automotive, gdzie bardzo wielu specjalistów różnych branż musi nawzajem zaufać kompetencjom równoległego zespołu. Wyprodukowany prototyp nie odpowiedział więc bezpośrednio na zakładany brief, natomiast spełnił cele – przyciągnął kluczowego klienta.

Jakie cele przyświecały powstaniu tego projektu? Jakie były wytyczne firmy?
Ugruntowanie pozycji w pierwszej lidze europejskich dostawców wnętrz kolejowych. Skok naprzód w stronę rynku superszybkiej kolei w perspektywie do lat 20 XXI w. Awangardowe rozwiązania konstrukcyjne, ekologiczne i materiałowe. Przygotowanie do pozycji lidera w momencie wejścia technologii superszybkich pociągów do Polski.

Jak wyglądały prace projektowe nad powstaniem produktu? Na ile firma czynnie uczestniczyła w jego tworzeniu?
Częste spotkania z klientem w kawiarni i szkice na serwetkach. Godziny spędzone w laboratorium, gdzie testowano produkt. Całościowe i drobiazgowe przygotowanie ekspozycji na targach w Berlinie. Nasz zespół projektował całe stoisko ale i opiniował m.in. etykiety na wino podawane gościom.

Co było dla pana inspiracją przy projektowaniu foteli?
Fotel kolejowy żyje około dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat temu był ZSRR, nie było natomiast komórek, Internetu, Tamagochi czy Facebooka. Inspiracją projektu były więc sprawy ponadczasowe: ekonomia i ekologia.

Czy od pierwszego pana projektu przeszedł on wiele modyfikacji?
Projekt studyjny został wykonany jako prototyp prawie w niezmienionej wersji. Obecnie przechodzi niezliczone przeróbki w ramach dostosowania go do wymagań kolei rosyjskiej, niemieckiej, skandynawskiej...

Co sprawiło panu przy tym projekcie największe trudności?
Wstawanie na poranny pociąg do Łodzi, żeby doglądać produkcji prototypu.

Na jakie funkcjonalności fotela zwracał Pan uwagę podczas projektowania?
Bazująca na strukturze arboralnej rama niosąca fotel jest o połowę lżejsza od tradycyjnej. To zmniejsza pobór energii. Konstrukcja oparcia inspirowana kręgosłupem ryby oszczędza masę i materiał. Docelowo konstrukcja ta mogłaby powstawać ze sklejki w 100% bezodpadowo, co oszczędza materiał, koszty transportu i utylizacji. Wentylacja ciała jest ergonomiczna, już prowadzone są prace doskonalące siedzisko pod względem ortopedycznym. Zagłówek przyjmuje trzy podstawowe relaksacyjne pozycje głowy, niezależnie od wzrostu. W jego zagłębieniach jest bezpieczne miejsce na komórkę. Lekka ażurowa rama podłokietnika po złożeniu staje się pojemnikiem na torebkę lub torbę na laptopa.

Czy ten projekt jest dla Pana w jakimś sensie przełomowy? Co panu dała współpraca z firmą Taps?
Jest przełomowy, bo jeśli przyjmie się na rynkach europejskich potwierdzi słuszność decyzji o przeniesieniu centrum mojej działalności do Polski. Wizerunkowo zaś przestanę być kojarzony w Google z Ferrari, butami Lange i logo Fiata, projektami sprzed dziesięciu lat.

Z jakiego swojego projektu jest Pan najbardziej dumny i dlaczego?
Każdy następny to będzie ten, z którego będę najbardziej dumny.

Czy polskie firmy przykładają do wzornictwa większą wagę niż 5 lub 10 lat temu? Częściej zgłaszają się po pomoc do projektanta?
Oczywiście. Rynek dojrzewa, producenci chcąc konkurować z ofertą z Zachodu coraz częściej sięgają po to mało jeszcze rozpowszechnione ale skuteczne narzędzie.

Co jest charakterystyczne dla pana projektów? Jaki jest ich wyróżnik?
Nie mi to oceniać... Gdybym miał jutro wpaść pod autobus to chciałbym, żeby potomni moje projekty opisali jako rzetelne, skuteczne, niekłaniające się modom, ale dające przyjemność i ze szczyptą dobrego humoru.

 

Czy ma Pan swoich idoli w świecie designu? Czy mają oni wpływ na pana twórczość?
Mówi się, że człowiekiem Pininfariny jest się dożywotnio. Więc tak, jestem dumny, że moim guru jest Sergio Pininfarina, nie bardzo wyobrażam sobie, co tę ślepą lojalność mogłoby podważyć. Pracowałem tam długo. Kiedy raz na siedem lat dzwonią, rzucam wszystko i jadę. Ale ciekawostka: ponieważ paradoksalnie naprawdę nie interesuję się designem, natomiast pasjonuje mnie literatura i historia, mój warsztat pracy – samotność, cisza, muzyka – inspirowany jest warsztatem Słonimskiego, Lema, a z malarzy – Starowieyskiego.

Jak zaczęła się Pana przygoda z projektowaniem?
Mama – dusza artystyczna, tata – inżynier mechanik. Obydwoje podróżują samochodem i fotografują. Od dziecka rysowałem samochody. Liceum humanistyczne, Architektura, przez chwilę ASP, profesor Nawrot kręci głową: my tu pana już nic nie nauczymy, niech pan jedzie studiować za granicą. Dyplom wydziału projektowania samochodów Istituto Europeo di Design w Turynie, wymarzona od maleńkiego praca w Pininfarinie, najlepszej pracowni projektowej na świecie.

Prowadzi Pan własne studio i realizuje zlecenia. Dlaczego wybrał Pan ten model współpracy, a nie pracę na etacie u producenta? Jakie są zalety i wady takiej działalności?
Banalnie: metabolizm. Źle się czuję rano, do południa nie lubię podejmować żadnych decyzji, staram się nie odbierać telefonów. Musiałem zapewnić sobie komfort pracy wieczorem i w nocy. Druga przyczyna jest bardziej pragmatyczna: wiem, że artysta zarabia na życie, ale dopiero jego marszand zarabia porządnie. Rozsądek podpowiada mi więc, by posiadać jak najwięcej udziałów w firmie, która jest moim marszandem.

Ma Pan również doświadczenia w pracy wewnątrz przedsiębiorstwa? Czym różni się to od działań na własny rachunek?
Mam doskonałe doświadczenia z pracy w dużej firmie, w najlepszej w owym czasie w Polsce agencji reklamowej oraz w najlepszej na świecie firmie projektowej. Wiem jak niezauważalnie flirtować z koleżankami z pracy, wydrukować sobie pracę dyplomową albo list miłosny na firmowej drukarce,  dachować samochód służbowy podczas wyścigu z szefem, przepłynąć w nocy nago firmowy zbiornik przeciwpożarowy, nabić sobie przed wakacjami 160 podwójnie płatnych nadgodzin. Być przedsiębiorcą polega właściwie na tym samym: że wiem, jak się te rzeczy robi.

W jaki sposób pozyskuje Pan nowe zlecenia? Czy ma Pan klientów, z którymi współpracuje na stałe, a może trzeba ich cały czas czynnie poszukiwać?
Polski rynek wydoroślał, wyszlachetniał: we Włoszech chełpiłem się, że nigdy nie musiałem zabiegać o klientów, sami walili drzwiami i oknami. Dolce vita. W Polsce tak nie ma: konkurencja jest prężna, profesjonalna i żądna udziału w rynku, o klienta trzeba nieustannie walczyć jakością i ekonomią. Na rynku polskim współpracujemy z kilkoma stałymi klientami. Mogę zdradzić, że profil naszej pracowni przyciągnął marki – tradycyjnych liderów na danym rynku, zarówno komercyjne, jak i instytucjonalne. Niestety akurat w moim fachu tu równie ważna jak kreatywność jest dyskrecja. 

Jakie ma Pan rady dla młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają poszukiwania pracy w tej branży? Jak zaistnieć w świecie designu?
Kreatywność i kombinowanie mamy w genach. To teraz pracowitość. Wstać od kolacji i pójść wzdłuż ulicy, popatrzeć krytycznie na budynki, na zaparkowane przed nimi samochody, na rzeczy, które nie działają, żeby znaleźć dla siebie niszę.
Rozmawiała Beata Krowicka

Ocena:     
Komentarze: 0
Zaloguj się aby dodać opinię

Logowanie do profilu

 

 

Nie posiadasz jeszcze konta? Załóż bezpłatne konto w portalu ZSZ.

Nie pamiętasz hasła? Zamów nowe hasło.
UWAGA - warunkiem jest obecność adresu e-mail przypisanego do konta, dla którego zamawiane jest nowe hasło.

Zakładanie konta

Podany login, poza rolą w procesie logowania na swoje konto, będzie służył do sygnowania wszystkich akcji użytkownika dokonanych w obrębie portalu.
Login nie może zawierać następujących znaków:
\ / : * ? "< > |
ani zaczynać się od kropki.
*
 
*
 
Jako hasło proszę wpisać ciąg przynajmniej 7 znaków, zawierający co najmniej jedną cyfrę lub znak specjalny (na przykład #, $, %).
*
*
*
 

 
 
 
 
 
Patroni medialni
Patroni medialni
Innowacyjna Gospodarka Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.